Dla większości polskich turystów Tatry kojarzą się z tradycyjną, drewnianą chatą góralską, stromymi dachami stylu zakopiańskiego i kameralnymi pensjonatami. Wystarczy jednak przekroczyć granicę i przejechać na południową stronę gór, by krajobraz zmienił się nie do poznania. W Starym Smokowcu czy Tatrzańskiej Łomnicy zamiast podhalańskich gontów witają nas monumentalne, secesyjne pałace z salami balowymi, alpejska architektura ryglowa i geometryczny międzywojenny modernizm.
Skąd wziął się ten wielkomiejski rozmach w sercu słowackich gór, jak przetrwał burzliwe dzieje XX wieku i co dzieje się z tymi budynkami dzisiaj?
Słowackiej części Tatr nie trzeba szczególnie przedstawiać – na szlakach można spotkać wielu polskich turystów, a słowacka strona „najmniejszych gór wysokich świata” cieszy się w ostatnich latach ogromną popularnością. Zostawiając samochód przy dolnych stacjach kolejek górskich, tuż obok można zauważyć piękne zabytkowe gmachy, zupełnie odmienne od architektury Zakopanego czy Kościeliska. Warto na chwilę zwolnić i odkryć ich bogatą historię.
Węgierskie „Alpy” w Tatrach
Aby zrozumieć architekturę słowackich Tatr, trzeba cofnąć się do schyłku XIX wieku, czasów monarchii austro-węgierskiej. Węgierska część monarchii przeżywała wtedy potężny rozkwit gospodarczy, a zamożne elity – arystokracja, fabrykanci i wysocy urzędnicy z Budapesztu – szukały prestiżowych miejsc na wypoczynek. Jeździli głównie w Alpy: do Szwajcarii czy Austrii, zostawiając tam ogromne sumy.
Rząd w Budapeszcie uznał, że najwyższy czas zatrzymać ten kapitał w granicach państwa. Postanowiono stworzyć własne, węgierskie „Alpy” w Tatrach. Kluczowe okazały się dwa czynniki: nowoczesny transport oraz wyjątkowy mikroklimat. Dzięki otwartej w 1871 roku Kolei Koszycko-Bogumińskiej nagle z Budapesztu, Wiednia czy Krakowa można było dojechać pod Tatry szybko i wygodnie.
Samo powietrze przesycone żywicą jednak nie wystarczało – potrzebny był impuls medyczny. Odegrał go charyzmatyczny lekarz i botanik, dr Mikuláš Szontagh. Zafascynowany szwajcarskim Davos udowodnił, że dzięki inwersji temperatur słoneczne tatrzańskie zimy leczą gruźlicę równie skutecznie jak alpejskie. Zakładając w 1876 roku Nowy Smokowiec, stworzył pierwsze na Węgrzech całoroczne sanatorium klimatyczne. To dzięki niemu Tatry przestały zapadać na zimę w głęboki sen i stały się tętniącym życiem, dwunastomiesięcznym kurortem.
Tatry przestały być pasterskim pustkowiem. Zaczęto budować uzdrowiska z europejskim rozmachem, zatrudniając najlepszych ówczesnych architektów.
Najpierw drewno: szwajcarska koronka w Starym Smokowcu
Zanim pod szczytami stanęły murowane giganty, w kurortach królował tzw. styl szwajcarski. To architektura oparta na konstrukcji ryglowej (drewniany szkielet wypełniony murem) oraz bogatych zdobieniach snycerskich.
Mistrzem tego stylu na Spiszu był architekt Gedeon Majunke ze Spiskiej Soboty. Projektował budynki pełne finezji: z wieżyczkami, rzeźbionymi balustradami i – co najważniejsze – głębokimi, zadaszonymi werandami. To na nich kuracjusze leżakowali całymi dniami, wdychając uzdrawiające powietrze.
Do dziś w Starym Smokowcu zachowało się kilka z tych urokliwych obiektów:
- Vila Flóra (1861): Najstarszy zachowany budynek zdrojowy w Smokowcu, łączący prostotę wczesnego klasycyzmu z drewnianymi detalami.
- Vila Ilona (1884) i Vila Alica (1889): Przepiękne, bajkowe wille z ozdobnymi werandami, które Majunke stworzył z myślą o wymagających letnikach.

Stary Smokowiec w 1878 r. (fotografia albuminowa, Karol Divald)
Vilę Flóra znajdziemy tuż obok sklepu spożywczego, powyżej parkingu przy dworcu autobusowym. Vilę Ilonę można podziwiać tuż obok dolnej stacji kolejki linowo-terenowej na Hrebienok. Z kolei Vila Alica stoi tuż przy głównej drodze i mieści dziś klimatyczne Muzeum Tatrzańskiej Kinematografii i Fotografii.
Złota era: gdy w górach stanęły pałace
Pod koniec XIX wieku skromniejsze wille przestały wystarczać. Do Tatr zaczęła zjeżdżać najwyższa arystokracja, ministrowie i artyści. Oczekiwano luksusu na poziomie najlepszych hoteli Wiednia czy Paryża.
Tak narodziły się legendy, które dziś posiadają oficjalny status Narodowych Zabytków Kultury Słowacji (Národná kultúrna pamiatka):
1. Hotel Lomnica (1893)
Zbudowany ze środków publicznych z inicjatywy węgierskiego rządu, według projektu Gedeona Majunke. Był to pierwszy prawdziwy, nowoczesny hotel w Tatrach. Oferował 28 eleganckich pokoi, własną kawiarnię, czytelnię, a nawet gabinety elektroterapii i łaźnie parowe. Dla gości przygotowano pierwsze na terenie ówczesnych Węgier pole golfowe, tor bobslejowy oraz konne kuligi na nartach. Specjalne pociągi z Budapesztu dowoziły elity prosto na turnieje.
2. Grandhotel Starý Smokovec (1904) i Grand Hotel Praha w Tatranskej Lomnicy (1905)
To dzieło wybitnego, pochodzącego ze Spisza architekta Quida Hoepfnera oraz związanego z Budapesztem Gézy Györgyiego. Te dwa monumentalne gmachy przyniosły w góry wielkomiejską secesję i neobarok. Nie żałowano środków: budynki wyposażono we własne elektrownie, windy hydrauliczne, wielkie sale balowe z kryształowymi żyrandolami i witrażami. Przed I wojną światową gościli w nich książęta, premierzy i dyplomaci. Obydwa hotele służą gościom do dzisiaj – obecnie zarządzane przez operatora tatrzańskich ośrodków narciarskich, łączą współczesne centra wellness z historycznym wystrojem sal i apartamentów.
Nowe czasy: od luksusu do wczasów pracowniczych
W 1918 roku rozpadła się monarchia austro-węgierska, a Tatry znalazły się w granicach nowo powstałej Czechosłowacji. Zmieniła się też filozofia wypoczynku. W latach 30. XX wieku w Tatrzańskiej Łomnicy stanął budynek zupełnie inny niż dotychczasowe pałace: Zotavovňa Morava (1933).
(Słowackie słowo „zotavovňa” oznacza dom wypoczynkowy lub sanatoryjny – miejsce powrotu do sił i zdrowia po chorobach czy zabiegach operacyjnych).
Zaprojektował go czołowy czeski architekt modernizmu Bohuslav Fuchs dla towarzystwa ubezpieczeniowego z Brna. Żadnych złoceń, żadnych wieżyczek. Zamiast tego – geometryczna prostota, funkcjonalizm i kult słońca. Fuchs ułożył trakt mieszkalny w charakterystyczny, ząbkowany raster. Dzięki temu każdy pokój zyskał niezależne nasłonecznienie od południa i panoramę doliny, a żaden z gości nie był skazany na ciemną stronę północną.

Morava w Tatrzańskiej Łomnicy (źródło: TASR)
Po 1948 roku komunistyczne władze upaństwowiły tatrzańską bazę hotelową. Zotavovňa Morava stała się symbolem wczasów organizowanych przez związki zawodowe (ROH) dla przodowników pracy. To tutaj toczyła się akcja kultowej czechosłowackiej komedii filmowej z 1955 roku – Anděl na horách.
Upadek lat 90. i powrót do życia
Koniec socjalizmu w 1989 roku i chaotyczna prywatyzacja okazały się dla wielu tatrzańskich pereł niemal wyrokiem śmierci. Dziś jednak obiekty te przeżywają renesans:
- Hotel Lomnica (wielki powrót w 2016 r.):
Po zamknięciu w 1996 roku najstarszy hotel w Tatrach przez prawie dwie dekady popadał w ruinę. W piwnicy działała jedynie zadymiona piwiarnia „Bunker” i sklep spożywczy. Punktem krytycznym był czerwiec 2010 roku, gdy potężna wichura zaczęła zrywać przegniły dach, a strażacy w pośpiechu dociążali blachy oponami i zabezpieczali je linami, by nie runęły na ulicę.
Prawdziwy ratunek przyniósł nowy inwestor w 2015 roku. Kosztem ponad 7,5 miliona euro i pod ścisłym nadzorem konserwatorów pieczołowicie odrestaurowano konstrukcję ryglową, sztukaterie oraz historyczną fasadę Majunke. Aby obiekt był rentowny, od zaplecza dobudowano nowoczesne, przeszklone skrzydło z salami konferencyjnymi i strefą wellness. Otwarty w sylwestra 2016 roku pięciogwiazdkowy hotel stał się wzorcowym przykładem odważnego dialogu zabytkowej tkanki ze współczesną architekturą. - Hotel Morava, dawna Zotavovňa (otwarty po modernizacji):
Przez dekady znany jako związkowy dom wypoczynkowy, w ostatnich latach słynął z organizowania popularnych turnusów w stylu retro (z poranną gimnastyką na wzór filmu Anděl na horách). Z powodu złego stanu technicznego obiekt zamknięto w marcu 2023 roku. Po generalnym remoncie hotel powrócił na mapę kurortu: ocieplono elewację z zachowaniem zębatego rastra Fuchsa, a na dachu dobudowano przeszklone centrum wellness. Wraz z podniesieniem standardu do czterech gwiazdek epoka taniej, nostalgicznej turystyki dobiegła jednak końca.
Dlaczego warto spojrzeć w górę w słowackich kurortach?
Spędzając czas po słowackiej stronie Tatr, warto na chwilę zwolnić i przyjrzeć się tym budynkom nie tylko jako miejscom noclegowym, ale jako świadkom niezwykłej historii. Każdy z nich reprezentuje inną epokę i marzenie o idealnym kurorcie: od romantycznych drewnianych willi Gedeona Majunke, przez imperialny luksus Grand Hotelu Praha, aż po geometryczną prostotę Moravy.
To, że po dekadach zaniedbań te niezwykłe budynki znów tętnią życiem, to wspaniała wiadomość dla każdego miłośnika historii. Co najważniejsze – to dziedzictwo nie jest zamknięte wyłącznie dla nielicznych! Choć wielkim hotelom przywrócono dawny blichtr, każdy z nas może dziś choć na chwilę poczuć się jak gość z czasów Belle Époque. Wystarczy wstąpić na kawę na słynny widokowy taras Hotelu Lomnica, zajrzeć do eleganckiego lobby Grandhotela czy skosztować tatrzańskiej kuchni w historycznych wnętrzach.
Z kolei zabytkowe wille oferują spotkanie ze sztuką bez konieczności rezerwowania noclegu: w Vili Flóra działa otwarta dla zwiedzających filia Tatrzańskiej Galerii, a w Vili Alica mieści się klimatyczne Muzeum Tatrzańskiej Kinematografii i Fotografii. Warto więc zwolnić krok, przekroczyć ich progi i na własnej skórze doświadczyć niezwykłej atmosfery dawnych tatrzańskich kurortów.